Martyna
Wybiegłam z domu Piotra. Co za świnia! Myślałam że jest inny. Że się zmienił. Ale on dalej traktuje kobiety jak przedmiot który można zdobyć.
Uciekłam szybko z jego osiedla żeby nie mógł mnie znaleźć. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Czułam się beznadziejnie. Bolała mnie głowa i brzuch. Byłam dziwne poddenerwowana. Pojechałam do swojego domu. Zauważyłam moją starą finkę. Odruchowo wzięłam ją do ręki. Wyciągnęłam z pochwy. Usłyszałam ten kojący dźwięk metalu ocierającego się o sztuczną skórę. Kiedyś go uwielbiałam. Przywoływał on jedne z niewielu szczęśliwych wspomnień z mojego życia.
Wyszłam z domu zostawiając na stole w kuchni kartkę z napisem
" Piotrek szczerze współczuję kobiecie która cię kiedyś pokocha"
To miały być moje ostatnie słowa do niego. Takie nie inne. Niech wie jak bardzo mnie zranił.
Poszłam na ulicę na której to się stało. To najwyraźniej moje przeznaczenie. Zginąć tu a nie gdzie indziej. Skoro nie stało się to wtedy kiedy miałam jedenaście lat to stanie się teraz.
Usiadłam w tym samym zaułku. Wzięłam nóż i przecięłam skórę. Trysnęła krew. Uśmiechnęłam się. Nie chcę umrzeć płacząc. Odpłynęłam.
- Martyna! Martyna! - Do mojej świadomości wdzierał się głos Wiktora.
Zobaczyłam jego i Adama jak przez mgłę. To było dziwne przecież powinnam być martwa.
- Adam daj jej coś przeciwbólowego! - Krzyknął lekarz - tylko ruchy ruchy!
- Martyna dlaczego ty to zrobiłaś - teraz zwrócił się do mnie
Po moich policzkach spłynęły łzy. Ostatnio za dużo płacze.
- Ja już po prostu nie dawałam rady! I jeszcze Piotrek! Myślałam że chociaż jemu na mnie zależy! A on jest zwykłą świnią! - krzyczałam - jak umrę to może mu pan przekazać że to jest tylko i wyłącznie jego wina.
Wiktor wyglądał na wstrząśniętego.
- Dobra Adam zabieramy ją.
W karetce Wiktor nie mówił nic poza wydawanymi poleceniami. Wreszcie dojechaliśmy wreszcie do szpitala. Zostałam zdana Marcie.
- Oj Martyna co ci przyszło do głowy żeby się pociąć? - spytała lekarka
- Spytaj Piotra - odburknęłam.
Jej też to zamknęło usta.
W końcu trafiłam do sali szpitalnej i zostałam sama.
Super. Uwielbiam twoje opowiadania. Pozdrawiam;)
OdpowiedzUsuń