poniedziałek, 9 listopada 2015

Wracam :-)

Cześć i Czołem!!
Przepraszam że ostatnio mnie nie było i nic nie dodaje ale mam kilka spraw do wyjaśnienia, a po za tym treningi i zbiórki. Ale ostatnio znajduje czas dla was i już niedługo powinien pojawić się rozdział. :-) pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników :-)

niedziela, 13 września 2015

rozdział 13 nowa?!

Piotrek
Biegłem z samochodu do stacji. Wpadłem na Tomka.
-Szef coś od ciebie chce. - rzucił wychodząc
Poszedłem do gabinetu Wiktora. Był naprawdę wkurzony. Stał czekając na mnie.
- Co ty zrobiłeś strzelecki! Przed chwilą przywieźliśmy Martynę do szpitala. Po próbie samobójczej.
Ta wiadomość sprawiła że zrobiło mi się słabo. Jak po próbie samobójczej?! To nie miało sensu.
- Czy mógłbyś łaskawie wytłumaczyć mi co się stało!? Miałeś się nią opiekować! Po to dostałeś wolne!
-Ja.. ja - zacząłem się jąkać
- Wiesz co? Nie tłumacz się. Po prostu zejdź mi z oczu.
Wyszedłem z gabinetu i poszedłem do auta. Pojechałem w stronę szpitala.








Martyna
Leżałam sama na sali szpitalnej i trochę zaczynało mi się nudzić. Nagle weszła pielegniarka.
- Ma pani gościa- oznajmiła
W drzwiach pojawił się.... piotrek! Jak on może tu przychodzić.
- Martyna ja..
- Nie chcę z tobą rozmawiać! Jak chcesz wiedzieć w moim domu na stole leży list! Możesz sobie przeczytać!
Wyszedł.
I bardzo dobrze nie chciałam nawet na niego patrzeć.



Piotrek
W poniedziałek wróciłem do pracy. Szef chyba nie był już na mnie taki wściekły. Przedstawił mi nową ratowniczkę.
- Piotr to jest renata
Była ładną dziewczyną o rudych włosach i brązowych oczach.




****************************************************
Nareszcie jest nowy rozdział krótki i kiepski. Wiem. Przepraszam ale ostatnio dużo rzeczy się wali i nie mam siły do pisania. Ale teraz rozdziały powinny pojawiać się częściej. Komentujcie to daje olbrzymią motywacje.

sobota, 15 sierpnia 2015

rozdział 12każda śmierć jest dla kogoś tragedią

Martyna
Wybiegłam z domu Piotra. Co za świnia! Myślałam że jest inny. Że się zmienił. Ale on dalej traktuje kobiety jak przedmiot który można zdobyć.
Uciekłam szybko z jego osiedla żeby nie mógł mnie znaleźć. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Czułam się beznadziejnie. Bolała mnie głowa i brzuch. Byłam dziwne poddenerwowana. Pojechałam do swojego domu. Zauważyłam moją starą finkę. Odruchowo wzięłam ją do ręki. Wyciągnęłam z pochwy. Usłyszałam ten kojący dźwięk metalu ocierającego się o sztuczną skórę. Kiedyś go uwielbiałam. Przywoływał on jedne z niewielu szczęśliwych wspomnień z mojego życia.
Wyszłam z domu zostawiając na stole w kuchni kartkę z napisem
" Piotrek szczerze współczuję kobiecie która cię kiedyś pokocha"
To miały być moje ostatnie słowa do niego. Takie nie inne. Niech wie jak bardzo mnie zranił.
Poszłam na ulicę na której to się stało. To najwyraźniej moje przeznaczenie. Zginąć tu a nie gdzie indziej. Skoro nie stało się to wtedy kiedy miałam jedenaście lat to stanie się teraz.
Usiadłam w tym samym zaułku. Wzięłam nóż i przecięłam skórę. Trysnęła krew. Uśmiechnęłam się. Nie chcę umrzeć płacząc. Odpłynęłam.
- Martyna! Martyna! - Do mojej świadomości wdzierał się głos Wiktora.
Zobaczyłam jego i Adama jak przez mgłę. To było dziwne przecież powinnam być martwa.
- Adam daj jej coś przeciwbólowego! - Krzyknął lekarz - tylko ruchy ruchy!
- Martyna dlaczego ty to zrobiłaś - teraz zwrócił się do mnie
Po moich policzkach spłynęły łzy. Ostatnio za dużo płacze.
- Ja już po prostu nie dawałam rady! I jeszcze Piotrek! Myślałam że chociaż jemu na mnie zależy! A on jest zwykłą świnią! - krzyczałam - jak umrę to może mu pan przekazać że to jest tylko i wyłącznie jego wina.
Wiktor wyglądał na wstrząśniętego.
- Dobra Adam zabieramy ją.
W karetce Wiktor nie mówił nic poza wydawanymi poleceniami. Wreszcie dojechaliśmy wreszcie do szpitala. Zostałam zdana Marcie.
- Oj Martyna co ci przyszło do głowy żeby się pociąć? - spytała lekarka
- Spytaj Piotra - odburknęłam.
Jej też to zamknęło usta.
W końcu trafiłam do sali szpitalnej i zostałam sama.

piątek, 14 sierpnia 2015

Wróciłam

Witajcie z powrotem! Wróciłam do cywilizacji po obozie harcerskim. Znów mogę używać elektryczności i nie martwić się że w środku nocy mnie obudzą bo buża może nam zawalić namiot. Wróciłam szczęśliwa po najlepszym obozie jaki przeżyłam. Z nową energię do pisania więc niedługo będzie następny rozdział. Niestety ale opowiadania kiedy zacznie się rok szkolny mogą pojawiać się rzadziej. Otworzyłam próbę na przyboczną i na zimowisku mam ją zamknąć więc muszę się starać.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 11 Czasem dwa słowa potrafią zniszczyć całe życie

Piotrek
Rozmawiałem jeszcze chwilę z doktorem aż w końcu wyszli a ja poszedłem spać. Jednak coś nie dawało mi spać. Jakaś myśl. Nieuchwytna myśl. Coś co miało związek z dziewczyną śpiąca za ścianą.
W końcu się poddałem i przerwałem próby zaśnięcia. Wziąłem jakąś książkę z półki i zacząłem ją czytać. Po półgodziny później zdałem sobie sprawę z tego że po raz któryś czytam to samo zdanie
"Ta dziewczyna to anioł, to co przeszła to piekło a jedyne co wyczytasz z jej twarzy to piękno"
Kopara do ziemi.
Przepraszam czy tylko mi się wydaje czy właśnie czytam książkę o Martynie. Dobra chyba naprawdę powinien się przespać.




Martyna
Powoli otworzyłam oczy. Nie chciałam się obudzić. Śnił mi się Piotrek. A teraz muszę wracać do tego świata. Do codziennych koszmarów. Już nie dawałam sobie rady. Niedługo dojdę do stanu samobójcy.
Ty że co przepraszam! Mózgu przewin do tyłu.
Ja dobrze pamiętam? Pomyślałam samobójcy?
O boże..
Popatrzyłam na zegarek. 7:30. W takim razie śpimy dalej.




Piotrek
Zegarek pokazywał 9:30. Sprawdziłem esemesy. Był jeden od Wiktora.
"Masz tydzień zwolnienia. Zaopiekuj się nią. Ta iskra drugi raz nie błyśnie."
Uśmiechnąłem się mimowolnie. Te aluzję naszego doktora. Wstałem i poszedłem sprawdzić czy Martyna jeszcze śpi.
Ostrożnie otworzyłem drzwi i zajrzałem do środka. Martyna siedziała na łóżku i wyglądała jakby nie do końca wiedziała dlaczego tu jest.
- Uśmiechnij martynka, mamy tydzień wolnego!
- Cześć Piotruś
- Przyjdź zaraz bo robię śniadanie.
Otworzyłem lodówkę. Nie byłem wczoraj w sklepie ale na szczęście miałem jajka. Zacząłem smażyć jajecznicę. Do kuchni weszła Martyna.
- Popilnowałabyś chwilę jajek a ja skoczę po bułki do piekarni.
Bez słowa podeszła do patelni. Uznałem to za "tak". Ubrałem się i wybiegłem na chłodny wiosenny poranek. Maryna uwielbia wiosnę uświadomiłem sobie. Może zabiorę ją na spacer? Zapowiadał się piękny dzień.
Kiedy wróciłem jajecznica była nałożona na talerze a Martyna siedziała przy stole.
- Troszkę ci to dużo czasu zajęło - uśmiechnęła się do mnie - jajecznica stygnie.
-No wiesz do piekarni jest kawałek - odpowiedziałem siadając.
Zaczęliśmy jeść
- Martyna...
Podniosła pytająco oczy. Wiedziałem że nie powinienem pytać ale jednak to zrobiłem.
- Czy.. Czy ty masz chłopaka?
Od razu pożałowałem swoich słów. W jej brązowych oczach dostrzegłem ból. Autentyczny, głęboki ból. Jej widelec upadł na ziemię. Zerwała się od stołu i wybiegła do przedpokoju. Poleciałem za nią.
Martyna z łzami spływającymi po policzkach ubierała buty.
- Martyna! - krzyknąłem w rozpaczy łapiąc ją za rękę.
- Nie dotykaj mnie! - wrzasnęła histerycznie.
- Myślałam że jesteś inny - dalej krzyczała - ale ty jesteś taki sam jak wszyscy inni faceci. Jesteś zwykłą świnią!
Po tych słowach wybiegła za drzwi, a ja stałem zbyt oszołomiony by zrobić cokolwiek. W końcu się ruszyłem i wypadłem na klatkę schodową pędząc ile sił w nogach.
Na dole rozejrzałem się. Ani śladu Martyny. Usiadłem zrezygnowany na ławce. Jeszcze godzinę temu wszystko było takie piękne. I oczywiście musiałem wszystko zepsuć. Postanowiłem poszukać dziewczyny w miejscach w które zwykle chodziła.


2 godziny później
Sprawdziłem już chyba wszystkie miejsca w które Martyna mogła pójść. W mojej kieszeni rozdzwonił się telefon.
- halo - odpowiedział mi głos Wiktora który chyba tylko siłą woli hamował się żeby nie wybuchać.
- Zechciałbyś przyjechać do stacji wyjaśnić mi jedną rzecz?




****************************************************
Cześć!
I oto wreszcie jest nowa część. Mam nadzieje że się spodoba i że przed obozem zdołam wstawić jeszcze jedno. Dla waszej informacji od 1 do 14 sierpnia jestem niedostępna i nie będzie wtedy opowiadań.
A tu dla zainteresowanych kolejny link
http://www.tygodnikprzeglad.pl/12-godzin-pogotowiu/#

środa, 22 lipca 2015

Hej

Witajcie Kochani!
Przepraszam że długo nie wstawiłam żadnego posta ale byłam w Bieszczadach z kolegami. Teraz po zaciętej bitwie o kanapki ( jesteśmy harcerzami a faceci mają mózg zaprogramowany na jedno słowo: Mięso. Więc kanapkę z kotletem bardzo trudno było dostać. Mamy po kilka siniaków ale to normalne) piszę nowy rozdział. Niedługo wstawię :)
uch ale się rozpisałam..

sobota, 4 lipca 2015

rozdział 10 niektóre rozmowy trzeba przeprowadzić

Martyna
Siedziałam dalej i zastanawiałam się czy to wszystko się kiedyś skończy. Nie chciałam tego znów rozdrapywać. To za bardzo bolało. Powrót do tego był jak... Nie, tego nie dało się opisać. To trzeba było czuć aby zrozumieć.
-Więc jak mamy ci pomóc skoro nie wiemy jak?


Nie wiem co zmusiło mnie do mówienia. Może to coś w oczach Piotrka, a może to że wreszcie mogłam się z kimś tym podzielić. Moją traumą która siedziała we mnie przez piętnaście lat. Rodzice ze mną o tym nie rozmawiali. W końcu się przełamałam.
- Wszystko zaczęło się kiedy miałam jedenaście lat. Miałam kolegę nazywał się Bartek. Był moim dobrym przyjacielem ale nikim więcej. Spotykaliśmy się, chodziliśmy do siebie po szkole. Takie tam. Pewnego dnia poszliśmy do niego odrabiać lekcje. Do siebie miałam bardzo blisko więc odrazu miałam wrócić. No i rzeczywiście tak było. Wracałam aż naglę ktoś mnie złapał. Położył mi rękę na ustach więc nie mogłam krzyczeć. Zawlókł mnie do jakiegoś zaułka. Tam był jeszcze jeden. Włożył mi coś do ust. Potem ten pierwszy rzucił mnie na worki ze śmieciami i - i w tym miejscu zaczęłam się załamywać ale wiedziałam że jeśli teraz nie skończę mówić to z nikim się już tym nie podzielę bo nie będę w stanie zacząć - i wtedy ten jeden rzucił się na mnie. Próbowałam uciec ale bezskutecznie. Ich było dwóch no i to byli dorośli mężczyźni. Ja miałam jedenaście lat. I wtedy oni mnie zgwałcili. Cały czas obleśnie rechotali. I wtedy jeden uderzył mnie w twarz. Potem zaczęli kopać. W końcu zemdlałam. Obudziłam się kiedy jakaś starsza pani zaczęła krzyczeć. Było już wtedy rano. Przybiegł jakiś facet. Okrył mnie swoją bluzą i zadzwonił po pogotowie.
Kiedy przyjechali okazało się że moje obrażenia są dosyć poważne. Miałam też hipotermię. Zawieźli mnie do szpitala. Zadzwonili na policje. Kilkakrotnie mnie przesłuchiwali. Ale nie udało się znaleźć sprawców. Nie wiedziałam ich dokladnie a moje zeznania były jedynymi dowodami.
- No dobrze ale kim jest ta kobieta - spytał Piotr
- Ona była w tym zespole który po mnie przyjechał. Potem przyszła do mnie do szpitala. Bardzo mnie wspierała. Chociaż ona bo o moich rodzicach nie można tego powiedzieć.
To dlatego zostałam ratowniczką. Chciałam tak jak ona pomagać ludziom. A teraz ona nie żyje.


Z moich oczu łzy leciały kaskadami. Przeżywałam cały ten ból i strach od nowa. Im opowiedziałam same fakty. Nie mówiłam o tym co wtedy czułam.Zresztą tego i tak nie dało się opisać. Po prostu nie dało. Popatrzyłam na zosię. Była autentycznie przerażona. Kiedy to się stało miała dwa latka. Nagle wybiegła z pokoju i pobiegła do łazienki. Usłyszałam odgłosy wymiotowania.
- Martynka na noc zostaniesz u mnie a rano pomyślimy co robić.- musiałam wyglądać naprawdę strasznie  - chodź prześpisz się u mnie w sypialni.

Niechętnie wstałam i poszłam za nim. Dał mi jakąś swoją piżamę i wyszedł. Słyszałam jak rozmawiali z wiktorem. Ale przez zamknięte drzwi nie rozróżniałam słów. Położyłam się na łóżku i próbowałam zasnąć. Jeśli mi się uda to chociaż na kilka godzin uwolnie się od myślenia. To mi dobrze zrobi. W końcu zasnełam.


**************************************************************
I wreszcie jest! Myślałam że nigdy nie napiszę tej części. Wymagała naprawdę dużo siły i cierpliwości. Ale się udało
A to link dla ciekawych

http://www.fakt.pl/gdansk/gwalciciele-z-elblaga-nie-pojda-do-wiezienia,artykuly,545072.html
Smutne i niestety prawdziwe

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 9 przeszłość i tak zawsze dogoni nas w przyszłości

Martyna
Siedziałam na tej cholernej kanapie a Wiktor i Piotr patrzyli na mnie. Czułam się osaczona. Wiktor siadł na kanapie. Zrobił to bardzo delikatnie ale ja i tak się przestraszyłam i uciekłam jeszcze dalej.
- Martyna co się stało - tylko spytał ale ja poczułam jak igiełki strachu wbijają się w moje serce.
On też tak powiedział. Myślałam że się martwi. Ale nie, on miał zupełnie inne zamiary. Ale przecież oni chcą mi pomóc. Tak? A co jeśli nie? Ale jest tu Zosia ona ich powstrzyma. Nie. Ona ich nie powstrzyma przecież ma dopiero piętnaście lat. Nikt mi nie pomoże.
Po moich policzkach znów spłynęły łzy goryczy. Tak dobrze to pamiętałam choć tak starałam się zapomnieć.
- Martyna - to był Piotrek.
Spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia się spotkały. W jego oczach dostrzegłam strach i .....troskę! Nikt dawno się o mnie nie martwił. Marcina ostatnio widziałam z jakąś kobietą. Całowali się. Ja po prostu przestałam przychodzić na spotkania a on nawet nie zadzwonił. Wszyscy mieli mnie w dupie. A Piotrek! On ma czelność martwić się o mnie! To było tak piękne że zaczęłam się śmiać. To było po prostu głupie.
- Martyna co ci jest - Wiktor ściągnął mnie na ziemię. Życie jednak nie jest tak pięknie.
- Doktorze ja po prostu już nie daję rady... Ja już nie mogę
- Martyna żyjesz, jesteś
- Życie jest ......( tu wstawiacie ulubione przekleństwo) wartę - przerwałam mu krzycząc
- Martyna nie wiem co się stało ale może jak nam powiesz to ci pomożemy
- Nie jesteście w stanie mi pomóc
- A może jednak
- Przeszłości pan nie zmieni - teraz łzy płynęły kaskadami - ani swojej ani mojej .......... przeszłości! Nie da pan rady

Piotr
O czym ona do cholery mówi! Co takiego stało się w jej przeszłości że dalej w niej to siedzi? I dlaczego nie chce nam o tym powiedzieć?
- Martyna czasami warto o takich rzeczach pogadać - następna zagadka: Po co ja się odzywam.
- Ale ja nie chcę o tym rozmawiać - szepnęła - nie chcę rozdrapywać tego po raz kolejny
oj mam wrażenie że wchodzimy na niebezpieczny teren. Martyna już nie krzyczała. Szeptała a to jeszcze gorzej. Ale na szczęście chyba zaczęła się trochę uspokajać.
- Więc jak mamy ci pomóc skoro nie wiemy jak?
Chwilę siedziała jakby próbowała coś w sobie przemóc. W końcu postanowiła opowiedzieć.
- To wszystko zaczęło się kiedy miałam jedenaście lat...

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Konkurs

Ponieważ nudziło mi się kiedy czekałam na zbiórkę ogłaszam konkurs!
Żeby wygrać trzeba do czwartku napisać mi jaką według was tajemnice ukrywa Martyna. Wygra ten kto zgadnie a jeśli nie zgadnie nikt to najciekawsze propozycje.
adres mailowy: akuchta@sp118.pl
nie uda wam się wysłać później ponieważ jest to adres szkolny i zostanie usunięty w piątek rano


nagrody
zwycięzca- dedyk + kolaż
2 miejsce - kolaż


PS do tego czwartku 25.06.2015 ;)

niedziela, 21 czerwca 2015

rozdział 8 ból pozostawia blizny których nie jesteśmy w stanie się pozbyć

Piotr
Jak przez mgłę docierały do mnie dźwięki poranka. Popatrzyłem na budzik. Była 7:30. Cholera! Przecież ustawiłem alarm na półgodziny wcześniej. Ciekawe czemu nie zadzwonił? Wstałem i pobiegłem się ubrać. Wypiłem kawę. Zrobiłem sobie jakąś kanapkę i z nią w ręce pobiegłem do samochodu. Pojechałem do pracy.
Na szczęście wpadłem do budynku minutę przed ósmą szybko poleciałem się przebrać. W drzwiach szatni minąłem Martynę. Powiedziałem jej cześć ale nie odpowiedziała. Była jakaś zadumana.




Martyna
Obudziłam się rano z okropnym uczuciem. Dobrze je znałam. Po prostu wiedziałam że nie mogę nic zrobić żeby jej pomóc. To było straszne. Wreszcie zwlekłam się z łóżka. Podreptałam ubrać się do łazienki. Ubrałam się w jakąś koszulkę i spodnie. Poszłam do kuchni. Nie miałam ochoty jeść więc zaczęłam robić sobie tylko kawę. Nagle usłyszałam trzask. Dopiero po chwili dotarło do mnie że upuściłam. Trochę się przestraszyłam. Normalnie kiedy coś tłukę, a zdarza mi się to często, wiem że to zrobiłam. Popatrzyłam na zegarek. Było już późno. Szybko wypiłam kawę. Pobiegłam po rower i pojechałam do pracy.


Poszłam się przebrać. Przy wyjściu z szatni minęłam Piotrka. Chyba powiedział mi cześć. Nie wiem. Nie słyszałam go. Nic do mnie nie docierało. Chwilę później mieliśmy wezwanie.


Dojechaliśmy na miejsce. To był wypadek autobusu. Było kilkunastu poszkodowanych. Wreszcie wszystko wróciło do normy. Wszystko do mnie znów docierało. Biegałam od jednego rannego do drugiego. Każdego trzeba było opatrzyć. A ja wreszcie zapomniałam o swoich uczuciach. Nie czułam tej wszechogarniającej pustki. Byłam komuś potrzebna. Miałam ochotę krzyknąć że jednak się do czegoś nadaje. Mój ojciec jednak nie miał racji. Szkoda że akcja trwa tak krótko.


Dowieźliśmy ostatniego pacjenta do szpitala i tam przejęła go Marta. Zostały mi jeszcze 3 godziny dyżuru a ja chciałam być kompletnie gdzie indziej.




3,5 godziny później
wreszcie dojechałam do szpitala. Dzisiaj mieliśmy taką ilość wezwań że nie miałam siły na absolutnie nic. Poszłam do sali ani. Ale jej tam nie było. Znalazłam lekarza oddziałowego.
- Proszę pana! - Zawołałam - Gdzie przenieśli panią Annę Nowak?
- Może pójdzie ze mną pani do pokoju lejarskiego? Porozmawiamy.
Co miałam robić? o Poszłam. Weszliśmy do środka. Usiadłam na krześle.
- To co chciał mi pan powiedzieć?
- Ta pani nie żyje. dzisiaj w południe.
Te słowa uderzyły mnie mocniej niż niejeden huragan. Nie żyje. Jak to! To nie możliwe! Wybiegłam z tego pokoju, ze szpitala. Po prostu biegłam. W końcu usiadłam na ławce w parku. Zaczął padać deszcz. Po moich policzkach spływały łzy. Wtedy zobaczyłam Piotra. Szedł sobie spokojnie a nagle zaczął biec.




Piotr
Nudziło mi się w domu więc wyszedłem na spacer. Szedłem parkowymi alejkami. Nagle zaczął padać deszcz. Przyspieszyłem. Wtedy zobaczyłem Martynę. Siedziała na ławce i cała mokra płakała. Podbiegłem do niej. Zacząłem krzyczeć.
- Martyna, Martyna
Podniosła głowę i te swoje piękne brązowe oczy. Były pełne łez, bólu i smutku. Nałożyłem na nią moją kurtkę. I siłą zaciągnąłem do mojego domu bo był blisko. Dałem jej coś suchego a ona posłusznie się przebrała. Cały czas miała wzrok wbity w podłogę. Zaparzyłem jej herbaty. Ale ona tylko siedziała na kanapie jak najdalej ode mnie i płakała. Kompletnie nie wiedziałem co robić. Nie nadawałem się na psychologa.


w końcu w akcie desperacji zadzwoniłem do Wiktora. Oczywiście wyszedłem uprzednio z salonu. Na szczęście odebrał.
- Co się stało? - Spytał
- Lepiej żeby pan są to zobaczył. - odpowiedziałem- mógłby pan do mnie przyjechać doktorze? Chodzi o Martynę.
- Będę za pół godziny.


Odetchnąłem z ulgą. Wiktor będzie wiedział co robić. Wróciłem do salonu ona dalej siedziała w tej samej pozycji. Herbaty nie tknęła. Po jakiś dwudziestu minutach Martyna wybiegła z pokoju. Poleciałem za nią. Wpadła do toalety nie zamykając drzwi i zwymiotowała. Potem usiadła na podłodze i zaczęła się spazmatycznie trząść i znów płakać. Na szczęście w tej chwili przyjechał Wiktor z Zosią.
- Co z nią
- Siedziała chyba godzinę to po pana zadzwoniłem a przed chwilą zwymiotowała. Prawie cały czas płakała. Znalazłem ją w parku. W ogóle się nie ruszała. - relacjonowałem - tak wygląda teraz
Poszliśmy do toalety. Martyna dalej siedziała na podłodze i się trzęsła. Zośka już przy nie kucała. Mówiła do niej po imieniu ale Martyna nie reagowała.
- Dobra Piotr zabierzmy ją do salonu
wzięliśmy ją za nogi i ręce. Zaczęła wierzgać. Kiedy donieśliśmy ją do salonu uciekła w kąt kanapy i zwinęła się w kłębek. Zosia była autentycznie przerażona. Prawdę mówiąc ja też. Martyna zawsze była uśmiechnięta i pełna życia. To co miałem przed sobą to była jakaś kompletnie inna kobieta. Co ją musiało spotkać żeby tak się zmieniła. Wiktor delikatnie usiadł na kanapie a ona krzyknęła i odsunęła się jeszcze dalej. W oczach miała takie przerażenie ja zarzynane zwierzę.
- Martyna co się stało - spytał Wiktor
Nic nie powiedziała tylko jeszcze bardziej się odsunęła. Jeszcze kilka centymetrów i spadnie z kanapy. A raczej nie moglibyśmy się do niej zbliżyć.




**************************************************
Mam nadzieje że się spodoba. Myślałam że nigdy nie napisze tego rozdziału. ( ciężko się piszę jak się ryczy) nie wiedziałam że jestem w stanie wymyślić coś tak smutnego. No ale wystarczy poszukać dobrego natchnienia a ja znalazłam aż za dobre :( Wujek Google pomógł ;)





sobota, 20 czerwca 2015

Dziękuję!

Dziękuję za ponad 300 wejść na bloga. Za wszystkie komentarze i za całe wsparcie!
Szczególnie dziękuję pomponowi za regularne komentowanie!

piątek, 19 czerwca 2015

rozdział 7 Kiedy brakuje nam łez znajdujemy się na samym dnie rozpaczy

Piotr
Wyszedłem z szatni i zobaczyłem Martynę. Siedziała na kanapie i wpatrywała się w jeden punkt. To był straszny widok. Wiedziałem że Martyna jest silna psychicznie. Ale to co się stało to najwyraźniej za dużo nawet dla niej.
Dobrze pamiętałem jak dzień po tym co się stało Martyna i ja poszliśmy na kawę. Ona po prostu płakała. Dalej nie chciała powiedzieć kim jest ta kobieta. Domyślałem się że jest dla niej bardzo ważna ale łączy Martynę z czymś bardzo bolesnym. To było miesiąc temu. A ta kobieta dalej leżała w śpiączce. Poprawiało jej się ale lekarze nie dawali jej zbyt wysokich szans. Zacząłem grać w rzutki.
- Nie chcesz ze mną zagrać? - spytałem
- Nie
I co ja miałem robić? Kompletnie nie umiałem z nią rozmawiać. Normalnie rozmowa z kobietami przychodziła mi łatwo. Ale Martyna była inna. Była piękna, inteligenta, niedostępna... No i zrozpaczona
- ej dzieciaki jedziemy!- nadszedł Wiktor
Martyna podniosła się z kanapy i pobiegła do karetki. Pewnie kiedy miała zajęcie nie myślała tak dużo. I to przynosiło jej ulgę. Pośpieszyłem za nią.
Martyna
Dzisiejszy dyżur ciągnął się w nieskończoność. Jak wszystkie ostatnio. Ta praca nie daje mi już takiej satysfakcji jak kiedyś. Nie teraz kiedy Ania leży w szpitalu. Dlaczego takie rzeczy dzieją się właśnie dobrym ludziom? Ona tyle zrobiła dla innych a sama teraz umiera. Dlaczego?
Odrazu po dyżurze pojechałam do szpitala ja odwiedzić. Weszłam do sali gdzie leżała podłączona do aparatury. Wzięłam ją za rękę.
- Aniu, Aniu obudź się... Proszę - po moich policzkach spłynęły łzy.
Wtedy weszła doktor. Coś pogorszyło. Wyprosili mnie z sali. Nic nie powiedzieli. Wiedziałam tylko że coś jest nie tak. Pojechałam do domu bo siedzenie tutaj nie miało sensu.
Kiedy byłam już u siebie siadłam na kanapie. Nie byłam w stanie nawet płakać. W końcu po jakiś trzech godzinach poszłam spać bo rano miałam dyżur.


*****************************************************
mam nadzieje że rozdział się spodoba. ;)

czwartek, 18 czerwca 2015

rozdział 6 najbardziej boli strata osoby która kiedyś nam pomogła

Martyna
Przywlekłam się do pracy. Byłam wykończona. Kolejną noc przepłakałam. Miałam irracjonalne poczucie że to może się powtórzyć. Myślałam o ojcu. O tym jak wtedy mi nie pomógł. Cały czas tylko mówił że do niczego się nie nadaje. Czasami zdawało mi się że wręcz popierał zachowanie tego faceta. Dobrze że była wtedy przy mnie mama. No i Ania. Bez niej nic nie byłoby takie samo. Teraz zamiast pracować w pogotowiu i ratować życie ludzkie wypełniałabym pewnie papiery pracując w jakiejś firmie. Takie koszmary o przeszłości nawiedzały mnie od czasu tamtego wypadku.
Doszłam do stacji i się przebrałam. Weszłam do kuchni. Był tam już Piotrek.
- Źle wyglądasz - podał mi kawę - Z mlekiem twoja ulubiona.
Uśmiechnęłam się. To rzeczywiście moja ulubiona. Ostatnio cieszyły mnie zupełnie zwykłe miłe gesty. Może dlatego że gdy tylko byłam sama w domu, nie miałam się do kogo przytulić w mojej głowie rozpętywało się piekło. Miałam ochotę uściskać Piotra ale nie byłam jeszcze na to gotowa. No i miałam chłopaka. Co prawda ostatnio mało rozmawiamy i mieszkamy osobno ale może chociaż to w moim popapranym życiu się ułoży.
- 21s wypadek, kobietę potrącił samochód, wrześniowa 2
Pojechaliśmy
                                          ***
Na miejscu zastaliśmy okropne zbiegowisko. Jakoś udało nam się przepchać do rannej. Wtedy zaniemówiłam z wrażenia.
- Ania- wyjąkałam
Kobieta była przytomna. Popatrzyła na mnie tymi wielkimi zielonymi oczami i już wiedziałam że to ona. Stałabym tam dalej gdyby nie Wiktor.
- Martyna ruchy, Piotrek parametry a ty tamuj ten krwotok bo nam tu zejdzie!
10 minut później
Pakowaliśmy Anię do karetki a ja dalej byłam w szoku. Jak to się mogło stać? Miałam nadzieje że przeżyje. Jej stan był naprawdę bardzo poważny.
Dojechaliśmy do szpitala. Wiktor zdał Marcie skróconą relację tego co zrobiliśmy a ja poszłam na korytarz trochę ochłonąć. Przyszedł Piotrek.
Piotr
Wyszedłem przed salę zobaczyć co z Martynką. Martwiłem się o nią. Nie chciałem jej wypytywać o to co się stało i Wiktor też wolał nie naciskać.
Jednak z drugiej strony chciałem jej pomóc. Usiadłem obok niej na ławce i położyłem rękę na jej zgarbionych ramionach. Ta poza dodawała jej lat. Wyglądała jakby była zrozpaczona i zmęczona życiem równocześnie. Wyprostowała się.
- Zabieraj te łapę! - powiedziała stanowczo a ja posłusznie spełniłem polecenie.
- Kto to jest - spytałem
- A niby kto?
- Ta kobieta.
- Nieważne
Domyślałem się że to ktoś ważny dla niej bo w jej oczach kłębiły się łzy które starała się powstrzymać. Z sali wyszedł Wiktor.
- Biorą ją na OIOM - oznajmił ponuro.
Wtedy jedna mała łza potoczyła się po jej policzku i skapnęła na spodnie. Widziałem że jest zrozpaczona. Nasz szef odrazu zareagował.
- Martyna wszystko ok? Może chcesz wziąć dzisiaj wolne?
- Nie! Nie chce - dziwne perspektywa wzięcia tego wolnego najwyraźniej ją przerażała. W sumie Martyna ostatnio ciągle zachowała się dziwnie. Musiałem się dowiedzieć co się dzieję. Dla niej.
Martyna
Dzisiaj mieliśmy jeszcze trzy wezwania. Po dyżurze odrazu się przeprałam i pojechałam do szpitala. Znalazłam Sambora.
- Doktorze co z tą kobietą którą przed południem przywieźliśmy z wypadku.
- Leży na OIOM-ie - powiedział - jest w śpiączce.
Zatrzymałam się i oparłam się o ścianę. Zrobiło mi się słabo. Odpłynęłam.
- proszę pani! - Dotarł do mnie głos pielęgniarki
Otworzyłam oczy. Leżałam na szpitalnej podłodze.
- nic mi nie jest - powiedziałam
- Na pewno? Blado pani wygląda
- Tak - potwierdziłam i poszłam do domu. Nie byłam w stanie jej odwiedzić.
Kiedy zamknęłam za sobą drzwi do domu rozpłakałam się niczym małe dziecko. Siedziałam na podłodze i ryczałam. Dlaczego to wszystko spotyka właśnie mnie?




*****************************************************
Mam nadzieje że się spodoba nowe opowiadanie. Uchyliłam rąbka tajemnicy wiec może ktoś się domyśli co ukrywa Martyna i kim jest Ania. Pozdrawiam wszystkich fanów Na sygnale. Jeszcze tylko - licząc od jutra - 76 dni do premiery nowego odcinka. Oczywiście łącznie z dniem premiery.

niedziela, 14 czerwca 2015

rozdział 5 rozmowy są trudne bo czasami brakuję nam słów

Martyna
I wtedy wszedł Piotrek. To jego odwiedzin bałam się chyba najbardziej. Wiktor spoko mógł przyjść. Jakoś bym to zniosła. Jemu prościej jest nie odpowiadać. Ale Piotrkowi? Z nim się tak nie da. Niestety.
- Martyna o co chodzi?
odwróciłam głowę w ku drugą stronę. Chciałam dać mu do zrozumienia że ma stąd wyjść. Bałam się że jak spróbuje coś powiedzieć to się najzwyczajniej w świecie poryczę. Musiałam coś zrobić ze swoim emocjami a Piotrek mi tego nie ułatwiał. Musiałam zapomnieć o tym co się stało. Zamknąć ten rozdział życia w którym boję się wszystkiego i wszystkich.
- Martyna odpowiedz mi
Wzięłam się w garść i odpowiedziałam.
- Po prostu wyjdź - w moich oczach pojawiły się łzy których on nie mógł widzieć bo leżałam do niego tyłem - proszę
Nic nie odpowiedział. Po prostu wyszedł. Bez słowa. Zwinęłam się w kłębek i cicho łkałam nękana bólem przeszłości.




Piotr
W drodze do domu zastanawiałem się nad tym co powiedział mi lekarz na oddziale Martyny. Na jej ciele nie było żadnych siniaków i innych obrażeń więc nikt nie mógł jej bić. Strasznie trudna sytuacja szczególnie że Martyna nie chce rozmawiać. Wolałem jazdę w karetce. Tam przynajmniej wszystko jest jasne a nie takie dochodzenie. Po raz kolejny doszedłem do wniosku że psycholodzy są dziwni.




Tydzień później
Martyna
siedziałam na kanapie i czytałam książkę kiedy wszedł Wiktor.
- część Martyna
- Dzień dobry
- czy dobry to się dopiero przekonamy.
Uff jak na razie nie zaczął tego tematu. Czyli na razie mam spokój.
- 21s wypadek samochodowy
Świetnie jeszcze więcej spokoju na wezwaniu nie będzie się pytać.


2 minuty później karetka
- Martyna - zaczął ostrożnie Wiktor a ja spodziewałam się najgorszego - co się ostatnio stało?
No dobra trzeba przeszukać listę najlepszych kłamstw.
- Nie wiem to mnie też zdziwiło nigdy się tak nie czułam - było sprawą oczywistą że kłamię. Wiktor i Piotrek na pewno to wyczuli a ja miałam ochotę palnąć się w łeb za to że nie wymyśliłam bardziej wiarygodnego kłamstwa.
Wiktor najwyraźniej postanowił nie naciskać bo o nic więcej nie pytał. I dobrze bo dojechaliśmy na miejsce.






****************************************************
I jeszcze krótki rozdział na wieczór bo nie mam co robić. Może się spodoba. Komentujcie!

rozdział 4 rana która nigdy się nie goi

Piotr
Wpadałem do łazienki i widok zwalił mnie z nóg. Martyna leżała cała we krwi na ziemi. Miała rozbitą głowę. Nadbiegł Wiktor zaalarmowany hałasem.
- ruchy Piotr bo nam tu zejdzie! - krzyknął i to pobudziło mnie do działania.
Zbadałem puls Martyny. Brak. Zacząłem resuscytację ale Wiktor kazał mi biec po sprzęt. Martyna nie oddychała i nie miała wyczuwalnego pulsu. Było bardzo źle.
Dotarłem do karetki i wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy. Wbiegłem na górę. W stacji niestety był tylko nasz zespół.
- pierwszy strzał 200 judi - powiedział Wiktor
- tak jest - odpowiedziałam - ładowanie, odsunąć się, defibrylacja
- dobra Piotr masuj
Po najdłuższej jaką chyba przeżyłem w życiu defibrylacji i założeniu opatrunku Martyna nadawała się żeby przewieźć ją do szpitala. Pobiegłem na dół po noszę.
Po pięciu minutach byliśmy w szpitalu. Marta była zdziwiona widokiem Martyny w takim stanie.
Martyna
Obudziłam się w szpitalu podłączona do kroplówki. Głowa pulsowała mi bólem. Dotknęłam jej boku i wyczułam opatrunek pod palcami. Pewnie kiedy zemdlałam uderzyłam się w umywalkę. Wtedy wszedł Piotrek.
Piotr
Wróciliśmy do stacji. Siedziałem na kanapie i myślałem. O tym co się dzisiaj stało. O Martynie i jej reakcji. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Adama.
- Piotrek szef coś od ciebie chce.
- już idę - wstałem z kanapy i wszedłem do gabinetu Wiktora.
- usiądź - powiedział
Zająłem miejsce w fotelu na przeciwko jego biurka. - Chcę pogadać o Martynie - wiedziałem - martwię się o nią. Wiesz może co się stało?
- Wszystko było normalnie - zacząłem - dopóki przez przypadek nie dotknąłem jej w rękę. - dalej relacjonowałem - wtedy odskoczyła i uciekła do łazienki. Była taka przerażona. Nie wiem co się stało potem. Słyszałem tylko jej krzyk a potem sam pan widział.
Wiktor patrzył się w okno.
- myśli pan że ona boi się.... Mnie?
- nie, wcale tak nie myślę - zaczął powoli jakby musiał zastanawiać się nad każdym słowem - myślę że ją prześladuje ktoś inny i ona bardzo się go boi.
- Że niby ktoś ją bije!?
- To byłoby bardzo prawdopodobne biorąc pod uwagę to jak dzisiaj zareagowała.
- Ale nie widziałem żadnych siniaków! Niczego!
- I tu moja teoria się wali. - odpowiedział - a nie wiem co innego mogłoby sprawić że tak się przestraszyła.
Zamyśliłem się. Chciałem ją odwiedzić ale nie wiedziałem czy to dobry pomysł.
- Twój dyżur się kończy idź do domu - zrozumiałem aluzję aż za dobrze. Mam ją odwiedzić.
Wyszedłem i skierowałem się do szatni. Już przebrany pojechałem do szpitala w którym leżała Martyna.




****************************************************
mam nadzieje że rozdział się podobał. Pisanie go było o tyle irytujące że kiedyś byłam w podobnej sytuacji tylko że wtedy to była symulacja na obozie harcerskim. Ale wrażenie i tak było ogromne. Nikomu nie tego nie życzę. Szczególnie że mój pacjent wtedy umarł ( oczywiście na niby)

sobota, 13 czerwca 2015

rozdział 3 dotyk

Miesiąc później
Martyna
Przyszłam do pracy i przebrałam się w strój ratownika. Usiadłam na kanapie ze zrobioną wcześniej herbatą. Zaczęłam czytać gazetę ale jakoś mnie nie wciągnęła. Byłam pełna energii! Dawno się tak nie czułam.
Wszedł Piotrek ziewając.
- hej
- hej
Usiadł koło mnie na kanapie.
- Martynka nie miałabyś może ochoty po dyżurze wyskoczyć na piwo?
- Ale na jedno - dałam jasno do zrozumienia że to tylko przyjacielskie spotkanie
Piotrek miał już chyba wszystkie dziewczyny w mieście więc musiałam uważać. Szczególnie że miałam chłopaka.
Te chwile przerwał dźwięk z radia.
- 21s wypadek balonowa 14, kobietę potrącił samochód.
- jedziemy - odpowiedziałam
                             ***
Piotr
Zdaliśmy pacjenta i pojechaliśmy do stacji. Kiedy weszliśmy przypadkowo dotknąłem kobiety ręką. Odskoczyła. W jej oczach malowało się przerażenie. Uciekła do łazienki. A ja stałem i kompletnie nie rozumiałem o co jej chodziło.
Martyna
Piotra mnie dotknął. Uciekłam do łazienki. Nie byłam w stanie zapanować nad strachem i bólem. Trzymałam się umywalki bo trzęsły mi się ręce. Już dawno mi się to nie zdarzało. Zaniepokoiłam się jeszcze bardziej. Sceny które wydarzyły się piętnaście lat wcześniej przelatywały mi przed oczami wyraźnie jakby zdarzyły się wczoraj. Krzyknęłam, nie chciałam żeby ktoś dowiedział się o mojej przeszłości. Poczułam że powoli odpływam...
Piotr
Martyna pobiegła do łazienki a ja nie wiedziałem co się dzieje. Dlaczego tak spanikowała. Przecież tylko ją dotknąłem. Cały czas zadawałem sobie to samo pytanie: Co się do cholery dzieje!
Wtedy usłyszałem krzyk. Już wiedziałem ze to Martyna. Wpadłem do łazienki. Widok jaki tam zastałem prawie zwalił mnie z nóg. Przybiegł Wiktor...


****************************************************
Tak jak obiecałam ten rozdział jest dłuższy od poprzedniego. Był na szczęście dość łatwy do napisania bo to on powstał w mojej głowie jako pierwszy i zapoczątkował pisanie bloga. Nie oceniajcie mnie zbyt surowo to mój drugi blog.
Wracając do posta:
jaką tajemnice z przeszłości skrywa Martyna?
dlaczego tak się jej boji?
co Piotrek zobaczył w łazience?
mam nadzieje że odpowiedzi na te pytania zachęcą was do dalszej lektury bloga. :)

czwartek, 11 czerwca 2015

rozdział 2 pierwszy dzień w pracy

Piotr
Przyszedłem do pracy i poszedłem się przebrać. W szatni była jakaś kobieta więc wyszedłem żeby poczekać aż wyjdzie. Jednak coś mi nie pasowało. Żadna taka dziewczyna nie pracuję u nas w stacji.
Nagle wyszła. To była ona. Ta dziewczyna którą wczoraj prawie przejechałem.
- co ty tu robisz - spytałem
- Pracuję - odpowiedziała z uśmiechem - część jestem Martyna
- Piotr - podałem jej rękę
- 21s wezwanie wschowska 13. - głos dyspozytorki przerwał te chwile.
- No to wygląda na to że jeździmy dzisiaj razem - powiedziała i zniknęła za drzwiami


Martyna
podeszłam do karetki był tam już mój szef. Piotrek dobiegł 5 sekund później.
- Piotr to jest... - zaczął lekarz
- My już się znamy- powiedziałam
- Aha to jedziemy - krzyknął - ruchy, ruchy dzieciaki
uśmiechnęłam się.


godzinę później stacja ratownictwa
Wreszcie spełniło się moje marzenie. Po piętnastu latach! Jestem ratownikiem!






****************************************************
wiem krótki rozdział ale następny będzie dłuższy. Obiecuję!

wtorek, 9 czerwca 2015

rozdział 1

Rozdział 1 spotkanie
Martyna
Wjeżdżałam na podjazd stacji gdy nagle wjechał mi pod koła samochód.
- Jak jeździsz- krzyknęłam
- to ty we mnie wjechałaś - odpowiedział mężczyzna znajdujący się w samochodzie - a może omówimy to przykre zdarzenie na kawie?
- jestem zajęta - odpowiedziałam
Byłam wściekła. Przez tego gościa spóźnię się na rozmowę o pracę na której mi bardzo zależy.

Piotr
Do domu jechałem pogrążony w myślach o tej dziewczynie. Tej jej oczy. Takie brązowe i lekko szalone. Do żadnej dziewczyny nigdy nie poczułem takiego uczucia jak do niej. Ciekawe co tam robiła? Nie pracowała u nas w stacji. Pewnie nigdy się nie dowiem.
Martyna
Spóźniłam się pięć minut. Super. Od razu zaczęłam się tłumaczyć.
- przepraszam ale jakiś facet mało mnie nie rozjechał - powiedziałam na wstępie
- zwykłe dzień dobry wystarczy - odpowiedział szef stacji
To trochę zbiło mnie z tropu. Myślałam że będzie robić wyrzuty. Nie, po prostu kazał mi usiąść. Przejrzał moje CV.
- czy uprawia pani jakiś sport - zapytał
- pyta pan bo jestem kobietą - raczej stwierdziłam niż zapytałam. Nienawidziłam tego że mężczyznę odrazu uznaje się za sprawnego a kobiet się o to pyta.
- nie, pytam każdego
Nie wiedziałam czy mówi prawdę ale trudno mogłam tylko odpowiedzieć.
- biegam i chodzę na siłownię
- zaczyna pani od poniedziałku
Jest! Jest! Jest! Dostałam tę pracę!
- no to widzimy się w poniedziałek - odpowiedziałam radośnie
Piotr
Przyszedłem do domu zjadłem coś i położyłem się spać bo miałem wcześnie dyżur następnego dnia. Ta dziewczyna dalej tkwiła w mojej głowie, ale powoli o niej zapominałem. Już nigdy się nie spotkamy. Nie mogę tęsknić za czymś czego nie mogę mieć. Jak bardzo się myliłem