Piotrek
Rozmawiałem jeszcze chwilę z doktorem aż w końcu wyszli a ja poszedłem spać. Jednak coś nie dawało mi spać. Jakaś myśl. Nieuchwytna myśl. Coś co miało związek z dziewczyną śpiąca za ścianą.
W końcu się poddałem i przerwałem próby zaśnięcia. Wziąłem jakąś książkę z półki i zacząłem ją czytać. Po półgodziny później zdałem sobie sprawę z tego że po raz któryś czytam to samo zdanie
"Ta dziewczyna to anioł, to co przeszła to piekło a jedyne co wyczytasz z jej twarzy to piękno"
Kopara do ziemi.
Przepraszam czy tylko mi się wydaje czy właśnie czytam książkę o Martynie. Dobra chyba naprawdę powinien się przespać.
Martyna
Powoli otworzyłam oczy. Nie chciałam się obudzić. Śnił mi się Piotrek. A teraz muszę wracać do tego świata. Do codziennych koszmarów. Już nie dawałam sobie rady. Niedługo dojdę do stanu samobójcy.
Ty że co przepraszam! Mózgu przewin do tyłu.
Ja dobrze pamiętam? Pomyślałam samobójcy?
O boże..
Popatrzyłam na zegarek. 7:30. W takim razie śpimy dalej.
Piotrek
Zegarek pokazywał 9:30. Sprawdziłem esemesy. Był jeden od Wiktora.
"Masz tydzień zwolnienia. Zaopiekuj się nią. Ta iskra drugi raz nie błyśnie."
Uśmiechnąłem się mimowolnie. Te aluzję naszego doktora. Wstałem i poszedłem sprawdzić czy Martyna jeszcze śpi.
Ostrożnie otworzyłem drzwi i zajrzałem do środka. Martyna siedziała na łóżku i wyglądała jakby nie do końca wiedziała dlaczego tu jest.
- Uśmiechnij martynka, mamy tydzień wolnego!
- Cześć Piotruś
- Przyjdź zaraz bo robię śniadanie.
Otworzyłem lodówkę. Nie byłem wczoraj w sklepie ale na szczęście miałem jajka. Zacząłem smażyć jajecznicę. Do kuchni weszła Martyna.
- Popilnowałabyś chwilę jajek a ja skoczę po bułki do piekarni.
Bez słowa podeszła do patelni. Uznałem to za "tak". Ubrałem się i wybiegłem na chłodny wiosenny poranek. Maryna uwielbia wiosnę uświadomiłem sobie. Może zabiorę ją na spacer? Zapowiadał się piękny dzień.
Kiedy wróciłem jajecznica była nałożona na talerze a Martyna siedziała przy stole.
- Troszkę ci to dużo czasu zajęło - uśmiechnęła się do mnie - jajecznica stygnie.
-No wiesz do piekarni jest kawałek - odpowiedziałem siadając.
Zaczęliśmy jeść
- Martyna...
Podniosła pytająco oczy. Wiedziałem że nie powinienem pytać ale jednak to zrobiłem.
- Czy.. Czy ty masz chłopaka?
Od razu pożałowałem swoich słów. W jej brązowych oczach dostrzegłem ból. Autentyczny, głęboki ból. Jej widelec upadł na ziemię. Zerwała się od stołu i wybiegła do przedpokoju. Poleciałem za nią.
Martyna z łzami spływającymi po policzkach ubierała buty.
- Martyna! - krzyknąłem w rozpaczy łapiąc ją za rękę.
- Nie dotykaj mnie! - wrzasnęła histerycznie.
- Myślałam że jesteś inny - dalej krzyczała - ale ty jesteś taki sam jak wszyscy inni faceci. Jesteś zwykłą świnią!
Po tych słowach wybiegła za drzwi, a ja stałem zbyt oszołomiony by zrobić cokolwiek. W końcu się ruszyłem i wypadłem na klatkę schodową pędząc ile sił w nogach.
Na dole rozejrzałem się. Ani śladu Martyny. Usiadłem zrezygnowany na ławce. Jeszcze godzinę temu wszystko było takie piękne. I oczywiście musiałem wszystko zepsuć. Postanowiłem poszukać dziewczyny w miejscach w które zwykle chodziła.
2 godziny później
Sprawdziłem już chyba wszystkie miejsca w które Martyna mogła pójść. W mojej kieszeni rozdzwonił się telefon.
- halo - odpowiedział mi głos Wiktora który chyba tylko siłą woli hamował się żeby nie wybuchać.
- Zechciałbyś przyjechać do stacji wyjaśnić mi jedną rzecz?
****************************************************
Cześć!
I oto wreszcie jest nowa część. Mam nadzieje że się spodoba i że przed obozem zdołam wstawić jeszcze jedno. Dla waszej informacji od 1 do 14 sierpnia jestem niedostępna i nie będzie wtedy opowiadań.
A tu dla zainteresowanych kolejny link
http://www.tygodnikprzeglad.pl/12-godzin-pogotowiu/#
Super opowiadanie z resztą jak zawsze. Pozdrawiam!!
OdpowiedzUsuń