sobota, 4 lipca 2015

rozdział 10 niektóre rozmowy trzeba przeprowadzić

Martyna
Siedziałam dalej i zastanawiałam się czy to wszystko się kiedyś skończy. Nie chciałam tego znów rozdrapywać. To za bardzo bolało. Powrót do tego był jak... Nie, tego nie dało się opisać. To trzeba było czuć aby zrozumieć.
-Więc jak mamy ci pomóc skoro nie wiemy jak?


Nie wiem co zmusiło mnie do mówienia. Może to coś w oczach Piotrka, a może to że wreszcie mogłam się z kimś tym podzielić. Moją traumą która siedziała we mnie przez piętnaście lat. Rodzice ze mną o tym nie rozmawiali. W końcu się przełamałam.
- Wszystko zaczęło się kiedy miałam jedenaście lat. Miałam kolegę nazywał się Bartek. Był moim dobrym przyjacielem ale nikim więcej. Spotykaliśmy się, chodziliśmy do siebie po szkole. Takie tam. Pewnego dnia poszliśmy do niego odrabiać lekcje. Do siebie miałam bardzo blisko więc odrazu miałam wrócić. No i rzeczywiście tak było. Wracałam aż naglę ktoś mnie złapał. Położył mi rękę na ustach więc nie mogłam krzyczeć. Zawlókł mnie do jakiegoś zaułka. Tam był jeszcze jeden. Włożył mi coś do ust. Potem ten pierwszy rzucił mnie na worki ze śmieciami i - i w tym miejscu zaczęłam się załamywać ale wiedziałam że jeśli teraz nie skończę mówić to z nikim się już tym nie podzielę bo nie będę w stanie zacząć - i wtedy ten jeden rzucił się na mnie. Próbowałam uciec ale bezskutecznie. Ich było dwóch no i to byli dorośli mężczyźni. Ja miałam jedenaście lat. I wtedy oni mnie zgwałcili. Cały czas obleśnie rechotali. I wtedy jeden uderzył mnie w twarz. Potem zaczęli kopać. W końcu zemdlałam. Obudziłam się kiedy jakaś starsza pani zaczęła krzyczeć. Było już wtedy rano. Przybiegł jakiś facet. Okrył mnie swoją bluzą i zadzwonił po pogotowie.
Kiedy przyjechali okazało się że moje obrażenia są dosyć poważne. Miałam też hipotermię. Zawieźli mnie do szpitala. Zadzwonili na policje. Kilkakrotnie mnie przesłuchiwali. Ale nie udało się znaleźć sprawców. Nie wiedziałam ich dokladnie a moje zeznania były jedynymi dowodami.
- No dobrze ale kim jest ta kobieta - spytał Piotr
- Ona była w tym zespole który po mnie przyjechał. Potem przyszła do mnie do szpitala. Bardzo mnie wspierała. Chociaż ona bo o moich rodzicach nie można tego powiedzieć.
To dlatego zostałam ratowniczką. Chciałam tak jak ona pomagać ludziom. A teraz ona nie żyje.


Z moich oczu łzy leciały kaskadami. Przeżywałam cały ten ból i strach od nowa. Im opowiedziałam same fakty. Nie mówiłam o tym co wtedy czułam.Zresztą tego i tak nie dało się opisać. Po prostu nie dało. Popatrzyłam na zosię. Była autentycznie przerażona. Kiedy to się stało miała dwa latka. Nagle wybiegła z pokoju i pobiegła do łazienki. Usłyszałam odgłosy wymiotowania.
- Martynka na noc zostaniesz u mnie a rano pomyślimy co robić.- musiałam wyglądać naprawdę strasznie  - chodź prześpisz się u mnie w sypialni.

Niechętnie wstałam i poszłam za nim. Dał mi jakąś swoją piżamę i wyszedł. Słyszałam jak rozmawiali z wiktorem. Ale przez zamknięte drzwi nie rozróżniałam słów. Położyłam się na łóżku i próbowałam zasnąć. Jeśli mi się uda to chociaż na kilka godzin uwolnie się od myślenia. To mi dobrze zrobi. W końcu zasnełam.


**************************************************************
I wreszcie jest! Myślałam że nigdy nie napiszę tej części. Wymagała naprawdę dużo siły i cierpliwości. Ale się udało
A to link dla ciekawych

http://www.fakt.pl/gdansk/gwalciciele-z-elblaga-nie-pojda-do-wiezienia,artykuly,545072.html
Smutne i niestety prawdziwe

2 komentarze:

  1. Opowiadanie rewelacyjne. Pozdrawiam i życzę miłych wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie super :-) Czekam na next :-) Pozdrawiam Frania :-)

    OdpowiedzUsuń