niedziela, 14 czerwca 2015

rozdział 4 rana która nigdy się nie goi

Piotr
Wpadałem do łazienki i widok zwalił mnie z nóg. Martyna leżała cała we krwi na ziemi. Miała rozbitą głowę. Nadbiegł Wiktor zaalarmowany hałasem.
- ruchy Piotr bo nam tu zejdzie! - krzyknął i to pobudziło mnie do działania.
Zbadałem puls Martyny. Brak. Zacząłem resuscytację ale Wiktor kazał mi biec po sprzęt. Martyna nie oddychała i nie miała wyczuwalnego pulsu. Było bardzo źle.
Dotarłem do karetki i wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy. Wbiegłem na górę. W stacji niestety był tylko nasz zespół.
- pierwszy strzał 200 judi - powiedział Wiktor
- tak jest - odpowiedziałam - ładowanie, odsunąć się, defibrylacja
- dobra Piotr masuj
Po najdłuższej jaką chyba przeżyłem w życiu defibrylacji i założeniu opatrunku Martyna nadawała się żeby przewieźć ją do szpitala. Pobiegłem na dół po noszę.
Po pięciu minutach byliśmy w szpitalu. Marta była zdziwiona widokiem Martyny w takim stanie.
Martyna
Obudziłam się w szpitalu podłączona do kroplówki. Głowa pulsowała mi bólem. Dotknęłam jej boku i wyczułam opatrunek pod palcami. Pewnie kiedy zemdlałam uderzyłam się w umywalkę. Wtedy wszedł Piotrek.
Piotr
Wróciliśmy do stacji. Siedziałem na kanapie i myślałem. O tym co się dzisiaj stało. O Martynie i jej reakcji. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Adama.
- Piotrek szef coś od ciebie chce.
- już idę - wstałem z kanapy i wszedłem do gabinetu Wiktora.
- usiądź - powiedział
Zająłem miejsce w fotelu na przeciwko jego biurka. - Chcę pogadać o Martynie - wiedziałem - martwię się o nią. Wiesz może co się stało?
- Wszystko było normalnie - zacząłem - dopóki przez przypadek nie dotknąłem jej w rękę. - dalej relacjonowałem - wtedy odskoczyła i uciekła do łazienki. Była taka przerażona. Nie wiem co się stało potem. Słyszałem tylko jej krzyk a potem sam pan widział.
Wiktor patrzył się w okno.
- myśli pan że ona boi się.... Mnie?
- nie, wcale tak nie myślę - zaczął powoli jakby musiał zastanawiać się nad każdym słowem - myślę że ją prześladuje ktoś inny i ona bardzo się go boi.
- Że niby ktoś ją bije!?
- To byłoby bardzo prawdopodobne biorąc pod uwagę to jak dzisiaj zareagowała.
- Ale nie widziałem żadnych siniaków! Niczego!
- I tu moja teoria się wali. - odpowiedział - a nie wiem co innego mogłoby sprawić że tak się przestraszyła.
Zamyśliłem się. Chciałem ją odwiedzić ale nie wiedziałem czy to dobry pomysł.
- Twój dyżur się kończy idź do domu - zrozumiałem aluzję aż za dobrze. Mam ją odwiedzić.
Wyszedłem i skierowałem się do szatni. Już przebrany pojechałem do szpitala w którym leżała Martyna.




****************************************************
mam nadzieje że rozdział się podobał. Pisanie go było o tyle irytujące że kiedyś byłam w podobnej sytuacji tylko że wtedy to była symulacja na obozie harcerskim. Ale wrażenie i tak było ogromne. Nikomu nie tego nie życzę. Szczególnie że mój pacjent wtedy umarł ( oczywiście na niby)

4 komentarze:

  1. Opowiadanie jak zwykle cudowne. Mam nadzieje, że ciąg dalszy juz niedługo. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie się zapowiada;) Nie mogę doczekać się następnej części :D
    zapraszam do mnie http://nasygnale-opowiadania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń