wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 9 przeszłość i tak zawsze dogoni nas w przyszłości

Martyna
Siedziałam na tej cholernej kanapie a Wiktor i Piotr patrzyli na mnie. Czułam się osaczona. Wiktor siadł na kanapie. Zrobił to bardzo delikatnie ale ja i tak się przestraszyłam i uciekłam jeszcze dalej.
- Martyna co się stało - tylko spytał ale ja poczułam jak igiełki strachu wbijają się w moje serce.
On też tak powiedział. Myślałam że się martwi. Ale nie, on miał zupełnie inne zamiary. Ale przecież oni chcą mi pomóc. Tak? A co jeśli nie? Ale jest tu Zosia ona ich powstrzyma. Nie. Ona ich nie powstrzyma przecież ma dopiero piętnaście lat. Nikt mi nie pomoże.
Po moich policzkach znów spłynęły łzy goryczy. Tak dobrze to pamiętałam choć tak starałam się zapomnieć.
- Martyna - to był Piotrek.
Spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia się spotkały. W jego oczach dostrzegłam strach i .....troskę! Nikt dawno się o mnie nie martwił. Marcina ostatnio widziałam z jakąś kobietą. Całowali się. Ja po prostu przestałam przychodzić na spotkania a on nawet nie zadzwonił. Wszyscy mieli mnie w dupie. A Piotrek! On ma czelność martwić się o mnie! To było tak piękne że zaczęłam się śmiać. To było po prostu głupie.
- Martyna co ci jest - Wiktor ściągnął mnie na ziemię. Życie jednak nie jest tak pięknie.
- Doktorze ja po prostu już nie daję rady... Ja już nie mogę
- Martyna żyjesz, jesteś
- Życie jest ......( tu wstawiacie ulubione przekleństwo) wartę - przerwałam mu krzycząc
- Martyna nie wiem co się stało ale może jak nam powiesz to ci pomożemy
- Nie jesteście w stanie mi pomóc
- A może jednak
- Przeszłości pan nie zmieni - teraz łzy płynęły kaskadami - ani swojej ani mojej .......... przeszłości! Nie da pan rady

Piotr
O czym ona do cholery mówi! Co takiego stało się w jej przeszłości że dalej w niej to siedzi? I dlaczego nie chce nam o tym powiedzieć?
- Martyna czasami warto o takich rzeczach pogadać - następna zagadka: Po co ja się odzywam.
- Ale ja nie chcę o tym rozmawiać - szepnęła - nie chcę rozdrapywać tego po raz kolejny
oj mam wrażenie że wchodzimy na niebezpieczny teren. Martyna już nie krzyczała. Szeptała a to jeszcze gorzej. Ale na szczęście chyba zaczęła się trochę uspokajać.
- Więc jak mamy ci pomóc skoro nie wiemy jak?
Chwilę siedziała jakby próbowała coś w sobie przemóc. W końcu postanowiła opowiedzieć.
- To wszystko zaczęło się kiedy miałam jedenaście lat...

2 komentarze:

  1. Już nie mogę się doczekać wyjaśnienia tej sprawy. Mam nadzieje, niedługo się dowiem o co chodziło. Pozdrawiam! !

    OdpowiedzUsuń
  2. Super opowiadanie :-) Czekam na next :-) Pozdrawiam Frania :-)

    OdpowiedzUsuń